15 czerwiec 2018

Rynek wtórny nie musi być kompromisem

rynek wtorny

Zakup mieszkania to dla większości z nas decyzja na życie. Jeśli nie na całe, to przynajmniej na niemałą jego część. Dlatego zanim sfinalizujemy sprawę kupna własnych czterech kątów, warto rozważyć wszelkie za i przeciw, a całej operacji przyjrzeć się z nieco szerszej perspektywy

Nowe czy używane?

Pierwszą i podstawową kwestią, jaka staje przed nabywcą, jest ta, dotycząca wyboru rynku, z którego pochodzić będzie nasze M. Możliwości są dwie – albo decydujemy się na lokal w całkiem nowym budynku, albo stawiamy na istniejące już mieszkanie, czyli na rynek wtórny. Każda z opcji ma swoje plusy, ale jak to w życiu bywa – żadna nie jest też pozbawiona wad.
Nie ma wątpliwości, że mieszkanie z rynku pierwotnego może być tym wymarzonym i zapewne dla wielu z nas jest ostatecznym celem. Usytuowane w nowym budynku, pachnące świeżością, zwykle oddawane w stanie deweloperskim lub surowym, stanowi doskonałą bazę do realizacji wszelkich designerskich zamierzeń. Aczkolwiek nie ma róży bez kolców – mieszkania z rynku pierwotnego są znacznie droższe, a o możliwości negocjacji ceny można zapomnieć.

Perełka z wtórnego

Wobec powyższego, nawet najwięksi zwolennicy nowych murów, muszą czasem powiedzieć pas i rozważyć inną możliwość. Tą możliwością jest wspomniany rynek wtórny i choć niektórym zdarza się kręcić nosem na mieszkanie z historią, inni właśnie to uznają za zaletę. Nowe mieszkanie rzeczywiście zwykle daje gros ewentualności co do wystroju, ponieważ jesteśmy w stanie zaplanować pewne rozwiązania niejako od podszewki. Jednak rynek wtórny oferuje czasem prawdziwe perełki – wysokie lokale, często z cegły, a więc ciepłe i solidne, a przede wszystkim dostępne od ręki. Poza tym znacznie łatwiej dopasować do swoich potrzeb i oczekiwań lokalizację – na rynku wtórnym nie brakuje mieszkań zarówno w tętniących życiem centrach miast, jak i w spokojnych okolicach na uboczu. Nowe budownictwo siłą rzeczy nie może pojawić się wszędzie, a jedynie tam, gdzie wciąż udaje się wykrzesać trochę przestrzeni, która pomieści kolejny blok.

Czekać nie każdy może

Co ciekawe, zainteresowanie nowymi mieszkaniami w ostatnich latach jest w Polsce olbrzymie. W dużych aglomeracjach na rynku pierwotnym panuje taki popyt, że na nowy lokal przychodzi czekać nawet dwa lata. Świetnie obrazują tę sytuację warszawskie dane z GUS – od stycznia do września 2017 roku w stolicy oddano do użytku 12 043 mieszkania, a to ponad 18 procent mniej niż przed rokiem. Tymczasem liczba rozpoczętych budów wzrosła o blisko 7 procent (16 433).
Na nowe mieszkanie w zdecydowanej większości polskich miast trzeba więc poczekać. Czasem to kilka miesięcy, czasem znacznie dłużej, wszystko zależy od tego, na jakim etapie budowy znajduje się akurat deweloper. Czekać jednak nie może i nie chce każdy potencjalny nabywca. Wtedy znów jako rozsądna alternatywa jawi się rynek wtórny. Zwłaszcza, że zdarza się trafić na mieszkanie w zasadzie gotowe do wprowadzenia lub wymagające co najwyżej małego liftingu – a to kolejna spora oszczędność czasu i pieniędzy.

Kupuj z głową

Decydując się na zakup mieszkania na rynku wtórnym, trzeba jednak zachować wzmożoną czujność. Przede wszystkim upewnij się, czy sprzedający jest właścicielem mieszkania. W tym celu masz pełne prawo poprosić o wgląd do dokumentów: aktu notarialnego i aktualnego odpisu z księgi wieczystej. Pomni wstrząsających historii o tym, że ktoś nabył lokal wraz z lokatorami, powinniśmy także zapytać sprzedającego, kto ma prawo do użytkowania lokalu. Mimo jego zapewnień, warto dołączyć do umowy zaświadczenie o tym, że podobne roszczenia wobec mieszkania nie istnieją. Na tym nie koniec – warto powstrzymać hurraoptymizm i przyjrzeć się jeszcze jednej ważnej kwestii – czy na lokalu nie ciążą zaległe opłaty. W tym celu sprzedający powinien okazać się zaświadczeniem, wystawionym przez wspólnotę mieszkaniową. Koniecznie trzeba też zajrzeć w IV rozdział księgi wieczystej, by przekonać się czy na mieszkaniu nie ciąży hipoteka. Owszem, trochę z tym wszystkim zachodu, ale przecież kupno własnego M to spory wydatek, warto więc się pomęczyć, aby ostatecznie uniknąć znacznie większych nieprzyjemności.

14 czerwiec 2018

Styl wychodzi z domu

balkon

Przegląd wnętrzarskich mód ostatnich dziesięcioleci pokazuje, że Polacy zawsze kochali dodatki. Nawet w czasach, gdy niemal wszyscy mieli w swoich M podobne meblościanki, rzadko kiedy obywało się bez bibelotów. Szklane ryby, ceramiczne konie i łasiczki, no i kryształy – oto zestaw niemal obowiązkowy. Dziś moda się zmienia, a aby znaleźć inspiracje z całego świata, nie trzeba nawet wyściubiać nosa z domu. Co więcej, nie trzeba go także wyściubiać, aby kupić co tylko dusza zapragnie.

Moda na balkonie

Trendy w ostatnich latach wyraźnie wskazują, że z prawdziwym pietyzmem dekorujemy obecnie swoje mieszkania. Widać to zresztą znakomicie choćby po ilości sklepów z dodatkami do domu, co więcej – coraz częściej domowy design wkracza także do marketów i dyskontów. Od miesięcy triumfy święcą więc cotton balls, czyli święcące kule, obrazki i plakaty, naklejane na ścianę zegary typu DIY (do it yourself), z największą uwagą wybieramy dziś także eklektyczne lub całkiem nowoczesne krzesła, stoły, a nawet designerską zastawę. Ta moda z mieszkań przeniosła się ostatnio na balkony i tarasy. O ile tarasy przy domach bywały czasem obiektem zainteresowania zapalonych dekoratorów wnętrz, o tyle balkon, zwłaszcza w bloku, był po prostu kawałkiem dodatkowej przestrzeni na zewnątrz. Jeszcze kilka lat temu stały na nich co najwyżej plastikowe lub rattanowe krzesełka, a przy odrobinie wolnej przestrzeni – może jakiś stolik. I nieśmiertelne pelargonie, czasem sur finie. Dzisiaj balkon wydaje się być integralną częścią mieszkania, a więc z powodzeniem można mówić o jego wystroju czy aranżacji.

Od Skandynawii po industrial

Balkony, nawet te całkiem nieduże, mogą być naprawdę stylowe. Polacy ewidentnie zakochali się w prostym, skandynawskim stylu i chętnie przenoszą go nie tylko do kuchni czy salonów, ale także na tarasy. Biel i szarość, drewno, ascetyczne dodatki, naturalne tkaniny, plecione pledy i koce, poduszki, lampki, latarenki, świece – prostota i ciepło skandynawskiego stylu podbiła nasze serca. I tak też coraz częściej staramy się aranżować balkony, zwłaszcza, że na tych niewielkich skromny wystrój sprawdza się doskonale i nie przytłacza. Na całkiem maleńkich balkonach króluje często styl minimalistyczny. To świetne rozwiązanie, kiedy miejsca i tak jest niewiele – proste, lekkie meble, ograniczona ilość dodatków i odrobina zieleni powinny wystarczyć, aby balkon stał się miłym miejscem, ale nie graciarnią. Tam, gdzie miejsca jest znacznie więcej, można pozwolić sobie na przyjemne ciepełko pełnego uroku stylu Prowansji. Retro komódki, półeczki, rattanowe fotele, biel i pastele, poduszki, świeczniki, ceramiczne bibeloty – to wszystko nada prowansalskiego charakteru naszemu tarasowi. Z takim klimatem idealnie komponują się kwiaty w eklektycznych doniczkach: a to przypominających cebrzyk, a to z ciężkiej ceramiki lub malowanych. Wśród kwiatów niech zapanuje lawenda – nie dość, że pasująca tematycznie, to jeszcze rozsiewająca wspaniały zapach.

Czy się stoi, czy się leży…

Balkony i tarasy coraz częściej zaczynają przypominać maleńkie centra wypoczynku. W zapomnienie odeszły nieśmiertelne ogrodowe plastiki, czyli dość szkaradne zestawy krzeseł i stolików. Dzisiaj królują meble z palet, często własnego wyrobu. Stawiamy raczej na drewno, ewentualnie rattan czy wiklinę lub metal. Ma być już nie tylko funkcjonalnie, ale przede wszystkim stylowo. Dlatego do bujanych foteli coraz częściej dołączają hamaki, a jeśli brak na nie miejsca, krzesła brazylijskie. Od kilku sezonów triumfy święcą też fotele wiszące, które można wyściełać poduszkami, aby prezentowały się jeszcze bardziej designersko.

Na takim balkonie lub tarasie wisienką na torcie są rośliny, ale to już temat na kolejny wpis.

21 maj 2018

Majątek pod ochroną

balkon

Nie przestaje zadziwiać, że można, jak Keith Richards z The Rolling Stones, ubezpieczyć swój środkowy palec na 1,6 mln dolarów czy niczym włoski tester kawy Gennaro Pellicia język na 14 mln dolarów. Nie trzeba nawet szukać takich ekstrawaganckich przykładów poza granicami – suma ubezpieczenia nóg Roberta Lewandowskiego opiewa na ponad 50 mln zł!

Jak wybrać polisę i nie zwariować

Tymczasem na lokalnym poletku już ubezpieczenie zwierzaka zakrawa na kuriozum. Zwykle ograniczamy się bowiem do zadbania o swoje zdrowie, bezpieczeństwo, samochód czy mieszkanie lub dom. A i tak, gdy przychodzi wybrać polisę, okazuje się, że wcale nie jest łatwo. Na polskim rynku swoje usługi oferuje ponad setka towarzystw ubezpieczeniowych, przy czym każde z nich zapewne przedstawi nam różne opcje. Liczba wariantów może przyprawić o zawrót głowy, więc aby nie zwariować, najlepiej porównać oferty kilku ubezpieczycieli. Wydaje się, że w tym miejscu bezcenna będzie pomoc niezależnej multiagencji, która przedstawi oferty różnych towarzystw i postara się dopasować polisę do indywidualnych potrzeb klienta.

Pozorna oszczędność

Bo też ubezpieczenia różnią się między sobą znacznie, by wspomnieć choćby o czasie trwania umowy czy zakresie. No właśnie – zakres – to słowo klucz w ubezpieczeniowej branży. Nie bez przyczyny, pozostaje bowiem w ścisłym związku z tym, co ubezpieczającego często interesuje najbardziej, czyli ceną. To akurat taki przykład zakupu, przy którym powinniśmy mocno się zastanowić, czy stać nas na oszczędzanie. Może się bowiem okazać, że opcja najbardziej ekonomiczna jest tak mocno okrojona, że nie obejmuje prawie niczego. Tymczasem wystarczyłoby dopłacić 80-100 zł w skali roku, aby wykupić ubezpieczenie o znacznie rozsądniejszym zakresie. Wiadomo, że polisa to nasze koło ratunkowe na wypadek, gdyby… To „gdyby” może nigdy nie nadejść (oby!), ale jeśli już nadejdzie, dobrze by było, aby nieszczęśliwe zdarzenie obejmował wspomniany zakres ubezpieczenia. W przeciwnym razie może się okazać, że to najgorzej zaoszczędzone 100 zł w życiu.

W gąszczu OWU

Za każdym razem jednak, bez względu na to, co w danym momencie decydujemy się ubezpieczyć, naszym najważniejszym dokumentem pozostaje OWU, czyli Ogólne Warunki Ubezpieczenia, które ubezpieczyciel zawsze dołącza do polisy. Niestety nie jest to najbardziej wciągająca lektura świata, jednak to właśnie w OWU mamy dokładny opis tego, co kupujemy. Może się bowiem okazać, że pewne stwierdzenia są mało precyzyjne i czy na przykład tak zwane elementy stałe, to również kuchnia w zabudowie. Jeśli od razu sobie tego nie wyjaśnimy, niewykluczone, ze w przypadku ewentualnego zdarzenia, firma ubezpieczeniowa rozpatrzy taki mało dokładny zapis na swoją korzyść. Tak więc nie pozostaje nic innego, jak zagryźć zęby i wczytać się w OWU, bo to tam zawarte są wszystkie najważniejsze informacje.

Suma, składka i inne

W przypadku ubezpieczeń nie sposób uciec od specyficznego języka. Wprawdzie nie ułatwia on sprawy, ale nie ma sensu się przerażać. Na przykład w przypadku kwoty, na jaką przychodzi się ubezpieczyć, warto pamiętać, że kwota składki rocznej zależy nie tylko od zakresu, ale i od sumy ubezpieczenia. Ta suma to maksymalna wartość odszkodowania, które może być wypłacone na podstawie konkretnej umowy, a określa ją właściciel nieruchomości, biorąc pod uwagą wartość rynkową domu i wszystkich znajdujących się w niej przedmiotów.W tym miejscu może się oczywiście pojawić pokusa, aby tę kwotę zaniżyć. Przestrzegamy z góry, że ten manewr może się okazać klasycznym strzałem w kolano. Co prawda, zapłacimy niższą składkę, jednak jeśli dojdzie do szkody, firma ubezpieczeniowa bez mrugnięcia okiem pomniejszy nasze odszkodowanie, proporcjonalnie do niedoszacowania wartości mienia.

Zanim podpiszesz

Oczywiście musisz się liczyć z tym, że towarzystwa ubezpieczeniowe na etapie podpisywania umowy będą o Ciebie zabiegać. Nie daj się jednak kusić, tylko podejdź do sprawy pragmatycznie – wszak Ty płacisz i masz prawo wiedzieć za co. Koniecznie sprawdź zatem kilka kwestii, a mianowicie, czy polisa zawiera na przykład ubezpieczenie wartości odtworzeniowej majątku (w razie szkody zakład wypłaci odszkodowanie, które pozwoli naprawić lub zakupić utracone przedmioty, a więc jeśli trzy lata temu kupiłeś telewizor za 3 tys. zł, dostaniesz tyle, abyś mógł odkupić taki sam), czy rzeczywistej (odszkodowanie będzie pomniejszone o stopień zużycia technicznego utraconej rzeczy, a to znaczy, że za ten sam telewizor otrzymasz znacznie mniejszą kwotę, bo zdążył przez te trzy lata stracić na wartości). Zwróć też uwagę na podlimity na określone kategorie szkód, na przykład utratę gotówki, biżuterii, dzieł sztuki, sprzętu elektronicznego czy przedmiotów przechowywanych w garażu. Może się bowiem okazać, że polisa może przewiduje, iż w wypadku kradzieży gotówki odszkodowanie nie może przekroczyć 5 procent sumy ubezpieczenia. Twoja czujność powinna się też obudzić, jeśli zauważysz dużo wyłączeń odpowiedzialności, czyli zdarzeń, za które zakład ubezpieczeń nie odpowiada. Przydatna natomiast może się okazać usługa, zwana home assistance, w ramach której można na przykład liczyć na bezpłatną pomoc fachowca, choćby hydraulika.

Wybór polisy nie jest łatwą sprawą, ale przecież zawsze mogło być gorzej. Wszak zapewne żaden z Szanownych Czytelników nie musiał szukać, jak hotel Royal Falcony z Lowesoft w Wielkiej Brytanii, towarzystwa ubezpieczeniowego, które ubezpiecza jego gości na wypadek śmierci lub utraty zmysłów, które mogą spowodować pojawiające się w okolicy zjawy. Co na to goście – nie wiemy.

15 maj 2018

Szkolny niedosyt maleje

szkoły wilanów

Miasteczko Wilanów stało się szalenie popularne wśród rodzin z dziećmi, a to w naturalny sposób wzmogło ruch w szkołach. W zeszłym roku okazało się, że chętnych jest w niektórych placówkach niemal dwa razy więcej niż miejsc. Ale dzielnica szybko reaguje na ten niedosyt – znajduje środki na rozbudowę publicznych szkół. Reagują też inwestorzy, jak grzyby po deszczu powstają więc prywatne, wyspecjalizowane placówki.

Wilanów stanowi zaprzeczenie statystyk i tendencji, wieszczących, że społeczeństwo starzeje się nam w zastraszającym tempie. Tylko w Miasteczku Wilanów mieszkają blisko dwa tysiące dzieci w wieku do dwóch lat. Lada moment pójdą więc do przedszkoli, za kolejne cztery – pięć ruszą do szkół. Co bardziej zapobiegliwi rodzice już rozglądają się za placówkami dla swoich pociech, zwłaszcza zważywszy na rosnące zapotrzebowanie. I tu pojawia się pytanie, jak pod tym kątem wypada dzielnica?

Ciasno, ale nie ciaśniej

Wypada nadal całkiem nieźle, zwłaszcza, że może cieszyć się uruchomioną raptem dwa lata temu szkołą podstawową u zbiegu ulic św. Ledóchowskiej i Worobczuka. Budynek jest więc nowy, rozwiązania w nim zastosowane nowoczesne. Jedyne, co może niepokoić, to fakt, że zaplanowano ją na pół tysiąca uczniów, podczas gdy już na starcie rodzice zapisali do niej ponad sześćset pociech. W kolejnym roku ta tendencja jeszcze się wzmogła, a na naukę w podstawówce nr 358 gotowych było już dziewięćset dzieci. Zaniepokojonych tłokiem w szkole powinna uspokoić jednak szybka i odpowiedzialna reakcja władz samorządowych – najpierw znalazło się na ten cel blisko 9 mln zł, a jeszcze w 2017 roku dzielnica wybrała wykonawcę rozbudowy szkoły o nowe skrzydło. Ta inwestycja sprawi, że szkoła pomieści z powodzeniem ponad dwustu uczniów więcej.

Publicznie z wyborem

Wspomniana szkoła przy Ledóchowskiej to jednak nie jedyna publiczna placówka, która czeka na uczniów z Wilanowa. Mogą także uczyć się w Szkole Podstawowej nr 104 im. Macieja Rataja przy ul. Przyczółkowej, w Szkole Podstawowej nr 169 im. Orła Białego przy Uprawnej, Szkole Podstawowej nr 261 im. Stanisława Kostki Potockiego przy Wiertniczej oraz Szkole Podstawowej nr 300 im. Wandy Rutkiewicz przy Gubinowskiej. To placówki, które istnieją od dziesięcioleci, prawdziwe szkoły z tradycjami. Za przykład niech posłuży podstawówka nr 261, której korzeni można szukać w czasach Kostki Potockiego. Działacz już w 1808 roku założył w parku pałacowym pierwszą szkołę elementarną. W 1927 roku szkoła liczyła siedem oddziałów, a jeszcze przed wojną rozpoczęła się tutaj budowa sali gimnastycznej. Jeśli chodzi o tradycje edukacyjne, Wilanów ma powody do dumy.

A może prywatnie?

Alternatywę dla publicznych placówek stanowią szkoły prywatne, jak chociażby kładąca nacisk na naukę angielskiego Edison Primary School przy Królewicza Jakuba. Prywatne podstawówki ratują sytuację, gdy publiczne szkoły pękają w szwach. Inwestorzy także czują pismo nosem, a zatem w pobliżu skrzyżowania Hlonda i Zdrowej, wkrótce powstanie kolejna prywatna placówka oświatowa. Tym razem będzie to dwujęzyczna podstawówka im. Alberta Einsteina. Obok budynku szkoły powstanie również infrastruktura sportowa – sala gimnastyczna i dwa boiska.

Średnia, ale nie przeciętna

Prywatne są już nie tylko wilanowskie przedszkola i podstawówki. Od września ubiegłego roku u zbiegu ulic św. Urszuli Ledóchowskiej i Prymasa Hlonda zaczęło działać prywatne liceum o nazwie Academia High School, które do Wilanowa przeniosło się z placu Trzech Krzyży. Nowy budynek z charakterystycznymi drewnianymi panelami znakomicie pasuje do wysokiego standardu dzielnicy. Docelowo ma pomieścić ponad trzystu uczniów. Nauka tutaj także wiąże się z wysokimi standardami, bowiem czesne za trymestr to kwota powyżej 30 tys. zł, a zatem za rok nauki w szkole o takim standardzie trzeba zapłacić ponad 100 tys. zł.

07 maj 2018

Senior wybiera mieszkanie

senior Starsi ludzie niechętnie zmieniają miejsce zamieszkania. Jeśli już to robią, warto, aby oni sami lub ich najbliżsi wiedzieli, na co zwrócić szczególną uwagę przy wyborze lokalizacji, mieszkania i aranżacji dla babci czy dziadka.

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, starych drzew się nie przesadza, nie ma jak w domu i tak dalej.

Te powiedzenia rozumieją znakomicie zarówno osoby starsze, jak i wszyscy ci, którzy kiedykolwiek próbowali namówić seniora do przeprowadzki. Nie bez przyczyny, jest to bowiem karkołomne przedsięwzięcie. Dlaczego starsi ludzie tak opornie opuszczają własne domy, choć często doskonale wiedzą, że bliżej rodziny wiedliby znacznie bardziej komfortowy żywot?

Senior coraz bardziej mobilny

Zapewne z wielu powodów – boją się zmian, u siebie czują się pewnie i bezpiecznie, nie chcą zmieniać swoich przyzwyczajeń. Można by tak wymieniać jeszcze długo, warto jednak zwrócić uwagę, że na rynku mieszkaniowym pojawił się w ostatnich latach nowy dla Polski trend. Otóż można zaobserwować, że mniej więcej od 2012 roku do większych miast coraz częściej sprowadzają się osoby w tak zwanej jesieni życia. Czyżby porzekadło o przesadzaniu starych drzew traciło na aktualności? Okazuje się, że za migrującymi młodymi ludźmi podążają nierzadko rodzice. Jak twierdzi Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego, seniorzy decydują się na to z dwóch zasadniczych przyczyn – ekonomicznej i zdroworozsądkowej.
– Przede wszystkim przeprowadzka wiąże się z reguły ze zmianą dużego mieszkania na mniejsze, często tańsze, więc ta nadwyżka może być uzupełnieniem emerytury – uważa ekspert.
Dodaje także, iż seniorzy coraz częściej mają świadomość, że z wiekiem potrzebują pomocy.

Razem, ale osobno

Kiedy już osoba, powiedzmy w wieku 60+, decyduje się na zmianę miejsca zamieszkania, trzeba się liczyć z tym, że kolejnych raczej nie planuje. Warto więc wybrać takie mieszkanie, które sprawdzi się nawet wówczas, gdy pogorszy się jej stan zdrowia czy ogólna forma. Bo choć dziś babcia jest nie do prześcignięcia na placu zabaw, a w organizacji dnia mało kto może z nią konkurować, za kilka lat może mieć nieco więcej problemów z samodzielnością. Zwłaszcza, że seniorzy nie chcą mieszkać z dziećmi – wolą pozostać w bliskim sąsiedztwie, ale jednak na swoim, choćby i w skromnych warunkach.

Mądry wybór

Przy zakupie mieszkania, nie tylko dla seniora, bierze się pod uwagę rozmaite kwestie. Pewne ograniczenie stanowią zawsze środki, jakie można na nie przeznaczyć, jednak bez względu na nie, wybór mieszkania, w którym zamieszka starsza osoba, rządzi się własnymi prawami. Po pierwsze okolica – najlepiej znaleźć dość spokojną, ale dobrze skomunikowaną, aby ostatecznie nie skazać naszego seniora na taksówki. Warto też zorientować się, czy w pobliżu są niezbędne sklepy, apteka i przychodnia, by każda wizyta u lekarza nie wiązała się z wycieczką na drugi koniec miasta.
Byłoby idealnie, gdyby blok był wyposażony w udogodnienia, jak rampy czy windy dla osób, mających problemy z poruszaniem się. W przeciwnym razie w grę wchodzi raczej mieszkanie na parterze lub ostatecznie pierwszym piętrze. W samym lokalu warto pozbyć się progów albo wybrać taki, który z założenia ich nie ma. Przydatne bywają prowadzące wzdłuż ścian poręcze, tak pomocne w poruszaniu się. Oczywiście doskonałym rozwiązaniem, zwłaszcza dla osób na wózkach inwalidzkich, są szerokie przejścia, jednak jeśli ich nie ma, trzeba zadbać choćby o szersze drzwi, przez które taki wózek w razie czego przejedzie.
Szczególnie ważnym miejscem jest łazienka – to zrozumiałe, że również w starszym wieku człowiek chce móc być samodzielny, w szczególności w tak intymnym miejscu. Z szacunku wypada seniorowi umożliwić tę samodzielność tak długo, jak to możliwe. Można więc postawić na przestawną umywalkę, a pod prysznicem zamontować siedzisko. Tutaj także najlepiej obejść się bez brodzika, aby uniknąć wszelkich stopni i progów. Na rynku dostępne są dziś toalety z bidetem, co zdecydowanie pomoże utrzymać higienę. Nie należy zapominać o podłogach – tu ważniejszy niż modny wzór na płytkach będzie fakt, czy są antypoślizgowe.

02 maj 2018

Wilanów na zdrowie

Niby żyjemy w dobie, gdy niemal wszystko można załatwić przez telefon lub Internet. O ile jednak taksówkę bez problemu zamówimy za pomocą aplikacji, a zakupy zrobimy online, to nadal są miejsca, w których trzeba stawić się osobiście.

Szkoła, przedszkole, stacja paliw, przystanek, stacja kolejowa czy metra, przychodnia – i pewnie wiele więcej. To właśnie odległość do nich warto uwzględnić, wybierając lokalizację własnego M.
Szukanie swojego miejsca do życia bywa tyle przyjemnym, co karkołomnym zadaniem. Trzeba wziąć pod uwagę dziesiątki kwestii, dotyczących potencjalnego domu lub mieszkania, jego metrażu, układu, a później wystroju – stylu, wykończenia, wzorów, kolorów, dodatków… Zanim jednak głowę zajmą nam sprawy designu, a ulubioną lekturą staną się katalogi firm wnętrzarskich, musimy podjąć jedną ważną decyzję: gdzie chcemy żyć.

Liczy się bliskość

I już nawet nie chodzi o to, czy będzie to mieszkanie w bloku, apartament, szeregówka czy dom. Najpierw trzeba zdecydować , co bardziej odpowiada naszym potrzebom – miasto, wieś, a może przedmieścia lub dzielnice podmiejskie? Jeśli na to pytanie zdołamy sobie odpowiedzieć, warto dokładniej rozejrzeć się w okolicy. Bo nawet jeżeli chwilowo zupełnie nie są nam potrzebne przedszkole czy szkoła, niewykluczone, że za parę lat sytuacja odwróci się o sto osiemdziesiąt stopni. O ile przy wynajmie mieszkania nie jest to wielki problem – można wszak niemal od razu zmienić lokalizację – o tyle, kiedy wymarzone mieszkanie należy do nas, sprzedaż może zająć więcej czasu. Wiadomo, że firmy pojawiają się i znikają, ale jest kilka bazowych instytucji, za których sąsiedztwo może nam w przyszłości znacznie ułatwić życie.

Szlachetne zdrowie…

Do takich bez wątpienia należą przychodnie, kliniki, szpitale i centra medyczne. Kto kiedykolwiek borykał się z problemami zdrowotnymi, wie doskonale, jakim skarbem jest dobry lekarz w pobliżu. To zdecydowanie wielki plus, jeśli chodzi o lokalizację domu czy mieszkania. Nie tylko zresztą dla osób starszych, które siłą rzeczy częściej korzystają z usług medycznych, ale także dla rodzin z dziećmi, którym nie raz trzeba pomóc jak najszybciej.
Wilanów ma w tym temacie sporo szczęścia. W samej tylko dzielnicy funkcjonują cztery publiczne zakłady opieki zdrowotnej. Przy ulicy Klimczaka 4 działa Przychodnia Lekarska dla Dzieci, przy Kolegiackiej 3 Przychodnia Lekarska, w której pracują interniści, ginekolodzy i stomatolodzy, a przy Przyczółkowskiej 33 można skorzystać z usług internisty, pediatry, stomatologa, ginekologa, a także z pomocy rehabilitantów. W przychodni przy Wiertniczej 81 można natomiast umówić dziecko do pediatry.

Prywatne ręce

Na tym jednak nie koniec, bo Wilanów upodobali sobie również właściciele niepublicznych zakładów opieki zdrowotnej. Są więc prywatne przychodnie lekarskie, przychodnie i poradnie dla dzieci, specjalistyczne przychodnie, prywatne szpitale, centra medyczne. Niektóre z nich są ściśle wyspecjalizowane, na przykład ukierunkowane na opiekę nad przyszłymi mamami oraz ich pociechami, inne oferują opiekę nad dziećmi już od wieku noworodkowego aż po osiemnasty rok życia. Pod tym względem dzielnica wypada więc naprawdę dobrze.

24 kwiecień 2018

Cosmpolitan, czyli luksus przy Twardej

balkon

Polskie miasta szczęśliwie coraz częściej wyrastają z architektonicznej brzydoty poprzedniego systemu. Doczekaliśmy się czasów, kiedy Warszawa, wzorem światowych metropolii, zaczęła rodzić budynki tyle piękne, co funkcjonalne. Jeden z nich cieszy oko w samym centrum stolicy, tuż przy Placu Grzybowskim, a co najlepsze – można w nim zamieszkać od ręki

Cosmopolitan przy Twardej 4, bo o nim mowa, to dzieło Helmuta Jahna, prawdziwej legendy współczesnej architektury i twórcy takich perełek, jak brukselska siedziba Unii Europejskiej, Sony Center w Berlinie czy State of Illinois Center w Chicago. Cosmoplitan Twarda 4 to, jak dotąd, jedyne dzieło Jahna w Polsce, okrzyknięte notabene mianem jednego z najciekawszych europejskich apartamentowców. Warszawska duma architekta liczy sobie aż czterdzieści cztery piętra, co sprawia, że widok z okna zapiera dech w piersiach.

W królestwie światła

Konstrukcji przyświeca idea ponadczasowej prostoty, połączonej z najwyższą jakością. I taki jest cały Cosmopolitan Twarda 4 – przeszklona elewacja nadaje mu niebywałej lekkości, pomimo jego imponujących rozmiarów, sprawiając jednocześnie, że mieszkańcy każdego z 236 apartamentów mogą cieszyć się cudownymi, pełnymi światła wnętrzami. Tym, co charakteryzuje ten pierwszy wykończony wysokościowy warszawski aparatamentowiec, są przede wszystkim duże, niepodzielne i otwierane okna. To dzięki nim same apartamenty są absolutnie unikatowe – jasne, luksusowe, ajednocześnie pozbawione ostentacji.

O luksus we wnętrzach zadbał zresztą twórca budynku, firma Tacit Investment, lider na rynku nieruchomości premium w Polsce. Na podłogach zagościł więc dąb, w łazienkach włoski marmur, ceramika i armatura to dzieło prestiżowych światowych marek. Jakością mebli kuchennych i jej wyposażenia zajęła się marka Miele. Każdy z apartamentów posiada ergonomiczne wbudowane szafy, przeszklone garderoby, rolety i klimatyzację, a także punkowe oświetlenie. Co więcej, lokale zostały wyposażone w inteligentny systemem zarządzania HMS, a to oznacza, że właściciel może wygodnie sterować funkcjami wpływającymi na jakość życia, a więc na przykład ogrzewaniem w poszczególnych strefach mieszkania, oświetleniem wraz z regulacją jego natężenia, roletami, wentylacją i klimatyzacją, ale także kontrolować dostęp i monitorować obecność. O bezpieczeństwo z zewnątrz dba oczywiście ochrona i Cosmopolitan Concierge, dostępny przez siedem dni w tygodniu.

Jakość bez kompromisów

W Cosmopolitanie Twarda 4 o jakość zadbano w najmniejszych nawet szczegółach. To już nie tylko kwestia bryły budynku, nawet nie nadzwyczajnej gry światła, cudownych przestrzeni i luksusowego wyposażenia. To znacznie więcej, bo komfort życia w ogóle. Dla przykładu, na czwartym piętrze czeka strefa relaksu, a w niej klub fitness z siłownią, pokój do masażu oraz saunami (suchą i mokrą), którą mieszkańcy apartamentowca mają do wyłącznej dyspozycji. Wspomniane czwarte piętro to fantastyczna idea – poza strefą relaksu znajdują się tutaj także pomieszczenia klubowe, kuchnia i pokoje do spotkań, a dodatkowo mieszkańcy mogą korzystać z przestronnego tarasu (840 m2!) z widokiem na Plac Grzybowski i ulicę Emilii Plater.

Cosmpolitan Twarda 4 to w ogóle przemyślany projekt, w tak wysublimowanym miejscu niczym nie może rządzić przypadek. Toteż parter budynku jest całkowicie zagospodarowany, natomiast przy patio zlokalizowane są nowoczesne koncepty kulinarne: City SAM, Wine Taste by Kamecki, Odette Tea Room, Ceviche Bar, Benihana czy Locale.

Poza czymś dla ciała, Cosmpolitan oferuje również coś dla ducha. Czterdzieste drugie piętro budynku ma zupełnie niezwykły wymiar, to tutaj odbywają się prestiżowe wydarzenia artystyczne. Co więcej, koncerty, wernisaże i spotkania z twórcami są niepowtarzalne, bo organizowane specjalnie dla mieszkańców apartamentowca i ich przyjaciół. O jakości eventów świadczą zresztą najlepiej nazwiska ambasadorów marki: Tomasza Stańko, Anny Marii Jopek i Radzimira Dębskiego.

Centrum miasta, centrum życia

Twarda 4 to bez wątpienia wyjątkowe miejsce na mapie Warszawy. Doskonałe dla osób, które cenią sobie elegancję, bezpieczeństwo i dyskrecję, a jednocześnie pragną korzystać z uroków tętniącego życiem miasta. Cosmopolitan zapewnia coś szczególnego – nie tylko tworzy funkcjonalną, wygodną i pełną uroku przestrzeń, ale i zupełnie nową jakość życia. Tym samym udowadnia, że również w sercu wielkiego miasta można znaleźć spokój.

„Treści nadane przez dewelopera Tacit Polska JS”

22 kwiecień 2018

Z dwóch kółek widać więcej

trasy rowerowe

Rowery stają się naturalnym elementem krajobrazu polskich miast, bo i my chętnie z jednośladów korzystamy. Pod tym względem mieszkańcy Warszawy mają naprawdę sporo powodów do zadowolenia – miasto oferuje nie tylko miejskie rowery, ale też coraz więcej ciekawych tras.

Polacy coraz chętniej wybierają rowery, toteż kolejne miasta, idąc tym miłym tropem, decydują się na system rowerów miejskich. Pionierem w temacie pozostaje niewątpliwie Kraków, który swój Wavelo wprowadził dekadę temu, jeszcze w 2008 roku. Na rowery postawiła i Warszawa, gdzie od 2012 roku funkcjonuje system rowerów miejskich Veturilo. W Wilanowie znalazły się dwie stacje rowerowe – przy skrzyżowaniu ulic Hlonda i Alei Rzeczypospolitej. Drugą można znaleźć u zbiegu Przyczółkowej i Alei Wilanowskiej. 

Rower miejski to oczywiście tylko jedna z opcji, ułatwiająca mieszkańcom rezygnację z czterech kółek na rzecz dwóch, choćby od czasu do czasu. Coraz więcej jednak wśród nas pasjonatów, którzy z jazdy na rowerze czerpią prawdziwą przyjemność. Niektórzy tym środkiem komunikacji poruszają się na co dzień po mieście, inni w przejażdżkach rowerowych widzą świetny sposób na spędzenie wolnego popołudnia czy weekendu. Zresztą, nie brakuje w stolicy ciekawych inicjatyw, promujących nie tyle wyczynową jazdę, co rekreację i miłość do rowerów w ogóle. Całkiem świeżą jest Otwarty Warsztat Rowerowy, zainicjowany i prowadzony przez warszawskie stowarzyszenie Mierz Wysoko. Tam dzieciaki i młodzież z Pragi, siedziba stowarzyszenia prowadzi bowiem świetlicę przy Brzeskiej, mogą nie tylko wziąć udział w rajdach rowerowych czy zajęciach, ale także pomóc w naprawie starego roweru, aby podarować mu drugie życie.

Warszawiacy, jak mieszkańcy większości miast w Polsce, cierpią na niedosyt, jeżeli chodzi o ścieżki rowerowe. Na szczęście jest ich coraz więcej, a branie pod uwagę infrastruktury rowerowej podczas budów i remontów dróg stało się w zasadzie dobrą praktyką. Przysłowiowym strzałem w dziesiątkę okazała się na przykład ścieżka, prowadząca do Powsina. Można tam wygodnie dojechać zarówno z Ursynowa, jak i z Wilanowa. W zależności od tego, z którego kierunku wyruszymy na przejażdżkę, możemy spodziewać się różnych atrakcji, co szczególnie przyda się, jeśli Po drodze czekają place zabaw, a jeśli dotrzemy w okolice parku Przy Bażantarni, dzieciaki mogą poszaleć w parku linowym.

Jeżeli podróżują z nami spragnieni wiedzy młodzi odkrywcy, warto zatrzymać się na chwilę przy Elektrociepłowni Siekierki, aby przyjrzeć się pracy zakładu – od dowozu węgla koleją po zrzut wody do Wisły. Można też zajrzeć do ptaszarni, którą na tyłach kościoła pod wezwaniem bł. Władysława z Gielniowa blisko jedenaście lat temu założył proboszcz ursynowskiej parafii ks. Jacek Kozub. To zresztą świetna opcja nie tylko dla dzieci, również dorośli z zapartym tchem przyglądają się ozdobnym kogutom, bażantom, wielobarwnym papużkom czy imponującym pawiom. Miłym ukoronowaniem wycieczki w gronie rodziny czy przyjaciół może być wizyta Parku Kultury w Powsinie, głównym miejscu wypoczynku na świeżym powietrzu dla południowej Warszawy. Można zatrzymać się tutaj na dłużej, w parku jest bowiem muszla koncertowa, nie brakuje placów do gier zespołowych, funkcjonuje także basen. Na polanie nieopodal parku można rozpalić ognisko lub po prostu zrobić sobie piknik.coś przekąsić.
Jeśli natomiast stawiamy na widoki, warto więcej czasu poświęcić na Wał Zawadowski, zdaje się jeden z ulubionych punktów na rowerowej mapie Warszawy. Malownicza trasa nabrzeżem Wisły broni się sama w sobie i w zasadzie nie wymaga większej rekomendacji, zwłaszcza, że możliwe jest podziwianie widoków z samej korony Wału.

Znakomitym miejscem na rowerowe wyprawy pozostaje niezmiennie także Lasek Kabacki – miejsce pełne nie tylko walorów krajobrazowych, ale i historii. Lasek Kabacki to przecież miejsce głośnej katastrofy samolotu Tadeusz Kościuszko, który rozbił się tutaj w 1987 roku. Ale też dużo więcej, bo to las w obrębie miasta, a spotkać w nim można na przykład dziki, sarny czy łasice. Wszystko to okalają wiekowe buki, dęby czy sosny, zatem miejsce naprawdę wygląda magicznie.

Zanim wyruszymy na przyglądanie się stolicy z całkiem bliska, nie zaszkodzi zapoznać się z poręczną publikacją „Najpiękniejsze trasy rowerowe”, która prowadzi przez najbardziej malownicze i ciekawe zakątki Warszawy oraz jej okolic. Aż dwie z dwunastu proponowanych tras to okolice Wilanowa – nic w tym dziwnego, skoro to jedna z najbardziej lubianych i urokliwych dzielnic w mieście.

15 kwiecień 2018

Dekalog wynajmującego…, czyli co warto wiedzieć, zanim wynajmiesz mieszkanie

balkon

Ciężko pracujesz, obracasz sporą gotówką, podpisujesz kontrakty na spore sumy. W końcu uznajesz, że oszczędności na koncie masz na tyle, aby poradzić sobie finansowo nawet z przykrymi niespodziankami od losu. Zaczynasz się więc zastanawiać, co zrobić, aby Twoje pieniądze nie leżały bezsensownie na koncie, dając Ci mikry procent zysku rocznie. Do głowy przychodzą wówczas różne opcje, a wśród nich zapewne i nieruchomości.

Nieruchomości notują wzrost

Nic dziwnego, bowiem branża ma się znakomicie, a zainteresowanie inwestycjami w nią niezmiennie rośnie. Dla przykładu, spółki notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych, tylko w pierwszej połowie 2017 roku sprzedały blisko 15 tysięcy mieszkań. To aż o imponujące 25 procent więcej niż w poprzednim roku.

– Drugi kwartał 2017 r. przyniósł wciąż bardzo dobre wyniki sprzedaży mieszkań na rynku pierwotnym w największych miastach Polski – komentuje dla „Rzeczpospolitej” Kazimierz Kirejczyk, prezes firmy doradczej REAS. – Zgodnie z oczekiwaniami brak wsparcia dopłatami z programu „Mieszkanie dla młodych" zmniejszył nieco sprzedaż w segmencie najtańszych lokali, ale popyt o charakterze inwestycyjnym, związany w dużym stopniu z zakupami gotówkowymi, nie zmalał ani na trochę - dodaje.

Statystyki podnoszą też Polsce cudzoziemcy, zwłaszcza z Ukrainy, którzy coraz częściej się tutaj osiedlają. Na razie nie jest to żadne szaleństwo, zakupy ukraińskich inwestorów sięgają kilku procent w całej grupie, jednak ta liczba stale rośnie.

Zarobić, a się nie narobić?

A zatem w nieruchomości inwestujemy w Polsce chętnie, nic więc dziwnego, że taka możliwość przychodzi nam na myśl, kiedy rozważamy, w co ulokować oszczędności. Jeśli interesuje nas dochód pasywny, a więc taki, który nie wymaga stałego zaangażowania własnej pracy, dobrym pomysłem jest zakup mieszkania na wynajem.

Tyle że trzeba pamiętać o jednym – to nie jest taki łatwy zysk, jak mogłoby się wydawać. Potwierdzi to każdy, kto kiedykolwiek miał problemy z lokatorami – a to z ich zachowanie, a to z rzetelnością, czy wreszcie z płatnościami. Wbrew pozorom, tutaj też nic nie dzieje się samo, a pieniądze wartkim nurtem nie płyną nam na konto. Nie chcemy nikogo zniechęcać do tego pomysłu, bo rzeczywiście bywa to względnie wygodnym sposobem na zarabianie pieniędzy i świetną inwestycją. Aby jednak zabezpieczyć się możliwie najlepiej przed niespodziewanym (a może spodziewanym?), przygotowaliśmy swoisty instruktaż, jak względnie skutecznie przygotować się do wynajęcia mieszkania lokatorom.

DEKALOG WYNAJMUJĄCEGO

  1. Najemca

To mieszkanie właśnie pochłonęło część Twojego majątku. Masz prawo przeprowadzić selekcję potencjalnych najemców, ponieważ chodzi o Twoją własność. Zwróć uwagę, choć to oczywiście szalenie trudne przy pierwszym spotkaniu, czy potencjalny najemca ma środki i chęci, by zapłacić za korzystanie z Twojego mieszkania. Dlatego zawsze, bez względu na brak czasu, staraj się choć raz zobaczyć ze swoim lokatorem twarzą w twarz, zanim podpiszecie umowę.

  1. Umowa

No właśnie, umowa. Nigdy nie daj się przekonać, choćby rodzinie czy przyjaciołom, żeby wynająć swoją własność na słowo. Wprawdzie takie umowy w świetle prawa są obowiązujące, ale nieporównanie trudniej udowodnić wówczas swoje prawa. Staraj się mieć na wszystko dokument, nawet jeśli umowa wydaje się irytująco szczegółowa.

  1. Kaucja

To już dziś właściwie standard, ale po prostu o nim pamiętaj, podpisując umowę. Kaucja to nie dodatkowy zysk, tylko Twoje zabezpieczenie, w razie gdyby lokator zniknął lub wyrządził szkody i nie zamierzał za nie zapłacić. Oczywiście, jeśli najemca był w stosunku do Ciebie uczciwy, kaucję zwracasz mu przy zakończeniu umowy.

  1. Płatności

Nawet jeśli Twój lokator dotąd wywiązywał się sumiennie z płacenia rachunków i odstępnego, zachowaj czujność, kiedy poprosi o zwłokę. Czasem można pójść na rękę, ale pamiętaj, że długi znacznie trudniej się spłaca niż zaciąga.

  1. Meldunek

Rzetelny lokator to skarb, jednak zastanów się dwa razy, zanim zameldujesz go na pobyt stały. Może się zdarzyć, że współpraca przestanie się układać, a Ty zostaniesz z najemcą, który nie zechce wyprowadzić się z własnej woli – a przy meldunku na stałe ma takie prawo. Polecamy zatem meldunek tymczasowy i to nie dłuższy niż na rok.

  1. Media

O ile Twoja spółdzielnia dopuszcza takie rozliczenia, postaraj się rozliczać za media miesięcznie, nie ryczałtowo. Tabele opłat i prowizji bez problemu znajdziesz w sieci.

  1. Podatek

Wynajmując mieszkanie, obligujesz się płacić składki do Urzędu Skarbowego. Musisz więc zgłosić, że uzyskujesz przychód z wynajmu. Nie są to wielkie kwoty, więc zdecydowanie bezpieczniej zalegalizować swój dochód.

  1. Ubezpieczenie

Bez względu, czy mieszkasz w mieszkaniu osobiście, czy je wynajmujesz, zawsze pamiętaj o ubezpieczeniu. To nie jest wielka kwota (200-300 zł rocznie), a pozwoli Ci spać spokojnie.

  1. Prywatność

Pamiętaj, że choć mieszkanie jest Twoje, oddajesz je w użytkowanie komuś innemu, a więc staje się to jego przestrzeń. Nie odwiedzaj go zatem zbyt często, zawsze zapowiadaj swoją wizytę i przenigdy nie pojawiaj się pod jego nieobecność. Podczas wizyt masz oczywiście prawo rzucić okiem na mieszkanie i w razie niepokojących symptomów, zwrócić lokatorowi uwagę.

  1. Sąsiedzi

Dobrzy sąsiedzi to najlepsi stróże Twojego majątku, dlatego staraj się zawsze dobrze z nimi żyć. Porozmawiaj, przedstaw się, zostaw swój numer na wszelki wypadek. A nuż świetnie zapowiadający się najemca zechce się cichaczem wyprowadzić? Czujne oko sąsiada jest na wagę złota.

04 kwiecień 2018

Wpuść błogość do domu, czyli fenomen hygge

hygge2Jeszcze trzy, cztery lata temu było to jedynie dziwne, obcobrzmiące słowo. Hygge, bo o nim mowa, podbiło jednak polskie serca – coraz częściej w tym duchu chcemy urządzać własne domy. Czy jednak wystarczą tylko świece i miękki koc, by nasz dom był hygge?

Na początek kilka słów wyjaśnienia – słowo hygge ma duński rodowód i oznacza komfort, wygodę, przytulność, a może nawet błogostan. Choć sam styl znalazł w Polsce spore grono zwolenników, w rodzimym języku nie ma jednoznacznego odpowiednika tego terminu. Stąd siłą rzeczy pozostaliśmy przy skandynawskiej terminologii.

Zamieszkać w błogostanie

Może z powodu mody, dostępności, a może z racji nośności tematu, hygge najmocniej przyjęło się kojarzyć z wystrojem wnętrz. To ciekawe, bo przecież hygge to znacznie szerszy koncept, to w zasadzie rodzaj życiowej filozofii. Może dlatego, że wspomniana przytulność prowadzi nas w myślach prosto do domów czy mieszkań. Nie do końca słusznie, bo w hygge chodzi o coś więcej niż ciepły koc i modne bibeloty. Hygge to koncepcja, która ma oddawać atmosferę ciepła i intymności, a nie tylko design. To raczej postawa, która pozwala ludziom cieszyć się swoją obecnością, delektować jedzeniem, napawać migoczącym światłem świec. Dlaczego zatem hygge wzięła współczesny design we władanie, dzieląc się zaledwie z kilkoma innymi trendami? Trudno powiedzieć, być może próbujemy zacząć od własnych czterech kątów, by stopniowo nauczyć się dążyć do osiągnięcia wewnętrznej równowagi, bezpieczeństwa i szczęścia?

Nie rzeczy, a nastroje

Bo też na tych trzech filarach: bezpieczeństwie, równowadze i szczęściu zasadza się w ogóle cała XIX-wieczna koncepcja hygge. Pojawia się jednak kwestia, jak te wartości przekuć na wygląd wnętrza. Pierwszą i zasadniczą zasadą jest ta, mówiąca, że hygge to sztuka tworzenia miejsc estetycznych, ale także takich, w których czujemy się swobodnie, do których uciekamy od zgiełku codzienności. I tutaj trzeba sobie odpowiedzieć na kilka pytań – co dla nas jest estetyczne, w jakim wnętrzu czujemy się dobrze, gdzie chcemy uprawiać swoje małe codzienne rytuały?

Bo choć oczywiście hygge w dużym stopniu przełożyło się na spopularyzowanie skandynawskiego designu, nie należy zapominać, że hygge to nie rzeczy, to raczej nastroje i emocje. Bardziej niż z prostych mebli, składa się po prostu z drobnych rzeczy oraz przekonania, że nie powinno się ich sobie odmawiać.

- Hygge możemy określić jako sztukę tworzenia przyjaznej, intymnej atmosfery, jako socjalizację dla introwertyków, ale i dążenie do codziennego szczęścia. To cieszenie się małymi przyjemnościami dnia codziennego – wyjaśnia Meik Wiking, autor książki „Hygge. Klucz do szczęścia”. – Chodzi o to, by doświadczać hygge poprzez atmosferę relaksu, komfortu i bycia razem na co dzień – dodaje.

Ucieknij do kąta

Nie da się jednak zaprzeczyć, że w koncepcja hygge w ogromnym stopniu przełożyła się na wystrój wnętrz. Wystarczy spojrzeć, jak w ostatnich latach polskie mieszkania i domy zaczęły designem coraz mocniej przypominać skandynawskie. Królują w nich biele i szarości, które przełamują jedynie różnokolorowe dodatki. Ale tych dodatków jest już raczej mniej niż więcej, chyba że to miękkie poduszki na kanapie – wtedy nawet nadmiar jest wręcz mile widziany. Do tego ciepły pled, raczej lampki i świece niż tradycyjny żyrandol oraz oczywiście natura – im więcej, tym lepiej. Duńczycy najchętniej przenieśliby do swoich domów cały las, ale zadowalają się cudownie skrzypiącą podłogą czy drewnianym blatem. Sercem wnętrza w stylu hygge bywa najczęściej kominek, zapewniający zarówno nastrój, jak i miłe ciepło.

Przytulny kąt to dla Duńczyków obowiązkowe miejsce w każdym domu. To tam można uciec po ciężkim dniu, zawinąć się w ciepły koc i delektować aromatyczną kawą. Skandynawski styl lubi prostotę, zarzuca mu się, że wręcz pochwala przeciętność. Być może, ale jeśli właśnie w tej przeciętności odpoczywa nam się najlepiej, nic w niej złego! Hygge to własna droga do szczęścia, może więc wieść równie dobrze przez pokój z szarym pledem i drewnianym stolikiem.

Styl hygge lubi naturę i prostotę, ale to wciąż bardziej atmosfera i ciepło, niż tylko design.

03 kwiecień 2018

Dom w ultrafiolecie

dom w ultrafiolecieSpokojnie, nie zamierzamy namawiać nikogo do nadmiernej styczności z promieniowaniem UV. Podpowiemy natomiast, jak sprawić, żeby wnętrza naszych M względnie bezboleśnie podążyły za najnowszymi trendami

Najłatwiej, bez rujnowania połowy mieszkania i przy okazji domowego budżetu, postawić na kolor. Nie musi to od razu być ściana czy kanapa, czasem wystarczy mała roszada mebli, okraszona dodatkami w modnym odcieniu, aby nasze wnętrze całkowicie zmieniło charakter.

Pantone już wybrał

Specjaliści Instytutu Pantone każdego roku przedstawia kolory, jakie będą uchodziły za najmodniejsze w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. Może nam się taka odgórna decyzja co do trendów kolorystycznych podobać lub nie, jednak rynek rządzi się własnymi prawami. Zarówno projektanci, domy mody, jak i designerzy, śmiało kroczą ścieżkami, wyznaczanymi przez Pantone. Na tegorocznej liście instytutu w bazowej palecie znalazły się znane i lubiane: klasyczny granat (Sailor Blue), jasna szarość (Harbor Mist), piaskowy beż (Warm Sand)  i kremowa biel (Coconut Milk). Gdyby na tym się jednak kończyło, byłoby zwyczajnie nudno, toteż Pantone wyróżnił kilka znacznie bardziej charakternych barw: pomidorową czerwień (Cherry Tomato), zimny odcień niebieskiego (Palace Blue), brudny róż (Ash Rose), jasną zieleń (Nile Green), żółty (Meadowlark), ciepły brzoskwiniowy (Blooming Dahlia), mocny fiolet (Ultra Violet), ciepły brąz (Spiced Apple), lawendowy róż (Pink Lavender), rozbielony pastelowy róż (Almost Mauve, Rapture Rose) i mocną jaskrawą limonkę (Lime Punch).

Intensywne życie w intensywnych barwach

Choć paleta zaproponowana przez znawców jest spora, sympatie ekspertów coraz mocniej kierują się w stronę zdecydowanych, nasyconych kolorów.

- Żywe barwy wydają się być naturalną aplikacją do naszego intensywnego stylu życia i procesów myślowych – twierdzą specjaliści Instytutu Pantone, uzasadniając swój wybór.

Za nim z kolei podążają producenci, w tym również potentaci, jak szwedzka IKEA. Przedpremierowy katalog zdradza, że delikatne kolory pomału ustępują miejsca tym intensywnym, a na dodatkach zaczynają panować granaty czy dojrzałe zielenie. Jednak to nie one mają królować w 2018 r. Spośród swoich typów opiniotwórczy Pantone wyłonił bowiem swojego zdecydowanego faworyta. To Ultra Violet – wizjonerski, oryginalny, prowokujący i twórczy, ma stanowić najlepsze odzwierciedlenie tego, co potrzebne w dzisiejszym świecie.

Odważ się na fiolet

Nie jest to może najłatwiejszy kolor, kiedy mowa o aranżacji wnętrz, ale z drugiej strony może i na tym rynku przyda się ożywczy powiew po niepodzielnym panowaniu czerni, bieli i szarości.

Wspomniane czernie, szarości i biele to zresztą znakomita baza dla odważnych dodatków. Jeśli kochasz swoje jasne, skandynawskie czy nowoczesne wnętrze, nikt nie każe Ci robić w nim rewolucji. Spróbować jednak nie zaszkodzi, a zmiana może przyjemnie ożywić stonowane wnętrze. Czasem wystarczy obrazek w odcieniach fioletu, kilka poduszek, ciepły koc czy zapachowa świeca w tym modnym kolorze, żeby przekonać się, czy to coś dla nas. Ta barwa zresztą całkiem miło sprawdza się też w neutralnej kuchni, czego autorka niniejszego tekstu jest żywym przykładem. Fioletowe podkładki, może kubki, ściereczki, pojemniki na przyprawy wprowadzają mnóstwo pozytywnej energii i nadają wnętrzu wyrazu.

Jeśli kompletnie nie dogadujesz się z fioletami, modnych kolorów w 2018 jest znacznie więcej. Być może w ogóle we wnętrzach nie odpowiadają Ci silnie nasycone barwy, wówczas zawsze możesz pozostać przy równie modnych, a znacznie spokojnieszych: ciepłej brzoskwini, brudnym różu, lawendzie czy pastelach. Jak mawiają Anglicy: mój dom to moja twierdza, a władczyni czy władca w swojej twierdzy ma się czuć po prostu dobrze, bez względu na opinię Pantone.

Przygodę z fioletem możesz zacząć bardzo subtelnie od drobnych dodatków – świeczki czy fiołka w doniczce.

mls4